icon-arrow-down icon icon-arrow-fill-down icon icon-arrow-next icon icon-arrow-prev icon icon-tag-close icon
Przeciążone dziecko
Jeśli mamy akurat wtorek, czas na gimnastykę Małgosi. "Mamo, dziś moje lekcje tańca. Gdzie moje buty?" pyta Małgosia w czwartek.

Mająca zaledwie 4 latka Małgosia uczęszcza do ośrodka opieki nad dzieckiem od 7:30 do 16:00 od poniedziałku do piątku. W poniedziałek autobus zabiera ją stamtąd do chrześcijańskiego stowarzyszenia, gdzie pozostaje do 17:30, gdyż matka jej w poniedziałek ma zawsze zebrania i nie może jak zwykle odebrać Małgosi o 16:00. Pracuje też do późna w środy, kiedy to Małgosia idzie do domu wraz ze swą koleżanką Kasią, mama zaś odbiera ją z domu Kasi o 18:00. W co drugi piątek odbiera ją tata i Małgosia spędza weekend z nim, swoją macochą i przyrodnim bratem.

Myślicie, że przesadzam? Więc pomówcie z matkami kilku czteroletnich dzieci. A nie chodzi mi tu wyłącznie o pracujące poza domem matki. W gruncie rzeczy ilość czasu poświęcana dziennie dzieciom przez matki niepracujące poza domem, lecz zajmujące się wszelkimi możliwymi organizacjami charytatywnymi w okolicy i spędzającymi długie godziny w służbie społeczności jest nieraz jeszcze krótsza i bardziej nieregularna.

Kilka lat temu psycholog David Elkind napisał niezwykle wpływową i przekonującą książkę pt. "The Hurried Child" (Zabiegane dziecko). Potępia on w niej próby przynaglania dzieci do jak najszybszego wyjścia z wczesnego dzieciństwa i zdobycia wiedzy oraz umiejętności nieodpowiednich całkowicie w tak młodym wieku. Przynaglanie tego rodzaju, rozumuje, sprawia, iż dzieci odczuwają olbrzymi stres i rychło buntują się przeciw całemu przedsięwzięciu. Przekonana jestem, że podobnego problemu doświadczają w dzisiejszym świecie dzieci przeciążone i nazbyt bezczynne. Nikt nie sformułował jeszcze tak pojętego prawa rozwoju, lecz przekonana jestem, że pewna ilość obijania się niezbędna jest dla zdrowego rozwoju (choć moje własne dzieci powiedziałyby tu pewnie, że im nigdy niczego takiego nie mówiłam.)

Wobec realiów współczesnego stylu życia niełatwo jest naprawić ów stan rzeczy. Mama Małgosi nie ma męża czy partnera, który mógłby podzielić się z nią obowiązkami odbierania czy dostarczania dziecka, więc musi ona robić, co tylko może, by upewnić się, że dziecko jej jest bezpieczne, podczas gdy ona pracuje. Gdyby zaś nie pracowała, musiałaby wraz z Małgosią żyć z zasiłków. Ośrodek opieki nad dzieckiem, do którego uczęszcza Małgosia, nie zezwala, by jakiekolwiek dziecko przebywało tam dłużej niż 8 godzin dziennie, więc koniecznością staje się wykorzystanie wszystkich możliwych zajęć dodatkowych, jak gimnastyka czy taniec, aby mama Małgosi mogła sprostać czasowym wymaganiom swej pracy.

Czy są jakieś rozwiązania? Nie jestem w każdym razie pewna, czy są jakiekolwiek łatwe rozwiązania. Żyjemy w czasach, które zdają się poruszać w tempie przewijanego do przodu filmu. Problem polega na tym, że nie możemy przewinąć go wstecz ani też zatrzymać. Kłopoty Zabieganego Dziecka uśmierzyć można, przynajmniej w pewnym stopniu, zwracając po prostu uwagę na sytuację i próbując przekonać rodziców, by stali się trochę mniej wymagający. Lecz niełatwo byłoby poprawić sytuację Przeciążonego Dziecka. Nie można po prostu powiedzieć mamie Małgosi: "Twoja mała córeczka potrzebuje większej ilości wolnego czasu, by mogła po prostu bawić się i wypocząć." Szczera odpowiedź jej prawdziwie zatroskanej matki mogłaby zapewne brzmieć: "Gdzie? Jak?" Współczesny styl życia nie przystaje po prostu do spokojnych, niezorganizowanych rozkładów czynności w rodzinnym gronie, współczesne zaś społeczeństwo nie jest w stanie sobie na nie pozwolić. Być może dzieci nasze potrzebują po prostu oswoić się z tą rzeczywistością.

Jeśli są w ogóle jakieś odpowiedzi, kryją się one w trzech zagadnieniach: świecie opieki nad dzieckiem, świecie biznesu i świecie rodziny.

Opieka nad dzieckiem - rozwiązania. Usługi opieki nad dzieckiem były od czasu swego powstania wystarczająco elastyczne, by przystawać do potrzeb matek chroniąc jednocześnie ich dzieci, lecz w ostatnich czasach straciły nieco na swej elastyczności. Lecz będące w stanie pomieścić od 30 do 200 dzieci ośrodki nie są jedynym rozwiązaniem. Matki, których godziny pracy zmuszają je do dokonywania chaotycznych nieraz ustaleń tyczących się opieki nad dzieckiem wypróbować powinny małe, rodzinne ośrodki opieki, w których nieraz jedna kobieta zajmuje się kilkoma zaledwie dziećmi, dzięki czemu z pewnością łatwiej będzie mogła dostosować się do zmieniających się godzin pracy rodziców.

Dla mnie jednak jeszcze lepszym rozwiązaniem jest połączenie opieki nad dzieckiem z edukacją. Znaleźć można większe tego rodzaju ośrodki z lekcjami gimnastyki, tańca i sztuki odbywającymi się na miejscu, dzięki czemu uniknąć można kłopotliwego obwożenia dzieci po okolicy, które też jakoś trzeba byłoby wcisnąć w ich plan dnia. Czasami są tam też świetlice, w których dziecko spędzić może dodatkowy czas po południu!

Biznes - rozwiązania. Niejedno lobby na rzecz rodzin stara się zachęcić mniejsze i większe korporacje do wykazania zainteresowania dziećmi swych pracowników. Głównym żądaniem jest zwykle większa elastyczność w kwestii godzin pracy dla matek małych dzieci. Spory postęp w tej kwestii osiągnięty został w np. w USA, przede wszystkim zaś we Francji. Wielu pracodawców oferuje teraz usługi edukacji i opieki nad dzieckiem w miejscu pracy rodziców bądź też udziela dotacji na opiekę nad dzieckiem zapewnianą przez prywatnych usługodawców. Wzmożona dostępność tego rodzaju usług w miejscu lub w pobliżu miejsca pracy matki pomoże zmniejszyć konieczne w innym wypadku przejazdy, dojazdy i nadmierną komplikację rozkładów zajęć dzieci.

Rodzina - rozwiązania. Rodzina też powinna jakoś pomóc. Gdy Małgosia i jej mama przyjeżdżają do domu, mama chciałaby co najwyżej zdjąć buty i być może obejrzeć wieczorne wiadomości. Małgosia zaś chce zjeść kolację - lub oglądać telewizję do czasu, gdy będzie musiała iść spać. Być może uda im się wypracować swego rodzaju kompromis: może Małgosia poogląda sobie telewizję przez pół godziny, a potem pobawi się zabawkami, gdy mama szykować będzie posiłek. (Hojnie liczę tutaj pół godziny przed telewizorem jako czas na obijanie się. Lecz jeśli przeciągnie się on do całej godziny, będzie to zły znak, gdyż oglądanie telewizji może łatwo stać się tylko kolejną pozycją w zatłoczonym rozkładzie zajęć.)

Małgosia potrzebuje odrobiny czasu na swobodną, nieskrępowaną niczym zabawę - przywrócenie kontaktu ze swymi zabawkami, przeglądanie książeczek, leżenie na łóżeczku i śpiewanie sobie samej, itd. Niech zapomni, jaki dziś dzień, a nawet która godzina - póki brzuszek jej tego nie powie!

Mam nadzieję, iż wszystkie te pomysły pomogą złagodzić choć odrobinę brzemię Przeciążonego Dziecka. Jeśli tak nie jest, możemy zapewne spodziewać się coraz to większej ilości objawów stresu u coraz to młodszych dzieci.
Dr. Bettye M. Caldwell Ph.D. Professor of Pediatrics in Child Development and Education