icon-arrow-down icon icon-arrow-fill-down icon icon-arrow-next icon icon-arrow-prev icon icon-tag-close icon
Od mamrotania do mówienia
Rodzice są zadowoleni z każdej oznaki szybszego rozwoju ich dziecka. "Spójrz, ono podnosi głowę znad materaca!" "Widziałeś jak złapało grzechotkę i ją trzymało?" Te czynności, wykonywane przez dzieci, mogą nie wyglądać jak zapowiedź inteligencji, ale istotnie nimi są. Sprawiają one, że rodzice są dumni ze swojego dziecka i z faktu, że staje się ono coraz bardziej "ludzkie". Wytwarzanie dźwięków przez latorośl jest niby rzeczą oczywistą, ale nic nie może równać się z radością rodziców, kiedy usłyszą pierwsze, długo oczekiwane "słowa" dziecka.



Mówienie do dziecka zachęca je do tego samego. Dzięki temu, uczy się ono dźwięków i przypisuje do poszczególnych rzeczy czy sytuacji. Przeprowadzone na przestrzeni 30 lat badania wykazały, że noworodki w pierwszych sześciu miesiącach życia mogą rozróżniać dźwięki wszystkich języków. Jednak stopniowo ta umiejętność zanika, głównie z racji tego, że większości z nich nie są w stanie usłyszeć w domowym otoczeniu. Tak więc rodzice powinni pomagać swoim dzieciom w produkowaniu dźwięków, które będą rozumiane i stosowane w ich codziennym życiu.



Tutaj właśnie pojawia się stymulacja. Rodzice muszą nazywać obiekty i wydarzenia dla swoich poznających świat pociech. "Masz ochotę na MLEKO?", pyta matka, kładąc nacisk na słowo mleko. W tej samej chwili w ręku trzyma butelkę. "Spójrz, idzie TATA. POMACHAJMY mu." w tym momencie dziecko brane jest na rękę i matka wykonuje ręką pociechy gest machania. (Takie pokazywanie rzeczy jest świetnym sposobem na sprawienie, żeby dziecko przestało płakać: "Poczuj ŚCIANĘ, SZYBKA jest zimna, FIRANKI są delikatne" Gry typu "Ale to duże" sprawdzają się idealnie w tym okresie przejściowym z mamrotania w wypowiadanie słów.



Na tym etapie także niezbędne są zabawki, ponieważ małe dzieci wprost je uwielbiają. Fakt, iż cały czas bawią się nimi rodzice również mogą wykorzystać rozmawiając z pociechami na temat zabawek na wprowadzenie czasowników. Sprawiają one dzieciom dużo więcej kłopotów niż rzeczowniki. "PRZYNIEŚ mi Twoją ciężarówkę." "POŁÓŻ lalkę spać." "Chcesz POJEŹDZIĆ na koniu?" Dzieci muszą mieć zaakcentowane czasowniki, podobnie jak wyglądało to w przypadku rzeczowników.

Nawet najbardziej wyszukane metody nauki nie odniosą oczekiwanego rezultatu, gdy nie ma odpowiedniej atmosfery. Bardzo łatwo jest rozzłościć i zniechęcić 9 miesięczne dziecko, nakazując mu wykonywać przez pół dnia tę samą czynność. W ten sposób niczego nie osiągniesz i możesz zapomnieć o nauce. Czasem równie dobrze chodzi o krytyczny i rozkazujący ton wypowiedzi. Może to sprawić, że dziecko nie będzie chciało "mówić".

Jest historia o XVIII-wiecznym królu Prus - Fryderyku.(Pojawia się ona w wielu książkach dotyczących rozwoju dziecka.) Chciał on wiedzieć, jakim językiem dzieci będą mówić, w sytuacji gdy nie będą nigdy wcześniej słyszeć języka. Miał on teorię, że będzie to hebrajski - język Starego Testamentu. W celu potwierdzenia tej tezy założył dom dla porzuconych dzieci. Opiekunowie wyznaczeni do pilnowania podopiecznych mogli je karmić, przebierać, ale pod żadnym pozorem nie można było rozmawiać w sąsiedztwie dzieci. Niestety, nigdy nie poznał poparcia dla swojej tezy, ponieważ wszystkie dzieci zmarły. Pozbawione miłości, czułości i uśmiechu straciły chęci do życia, a co za tym idzie do rozmowy.

Jako rodzice, nigdy nie doprowadzajmy do takiej izolacji społecznej i językowej. Doskonale wiemy, że muszą one być obdarzone naszym uczuciem i będą używać naszego języka. W procesie rozwoju lingwistycznego będziemy pomagać im na samych początkach, korygując ich nieporadne próby wypowiadania się.
Dr. Bettye M. Caldwell Ph.D. Professor of Pediatrics in Child Development and Education